Nic tak nie dołuje jak kończący się dzień. Oto wyżyny kreatywności, tak rozdmuchiwanej przez niekończące się w wyobraźni noce przy wspaniale dobranym gronie. Dobrze się stało, że pozbyłem się tych wszystkich wiecznie niedokończonych dziełek. Już wtedy były jedynie dźwignią dla pogrążonego w pretensji ego. Rzeczą naturalną było zrzucenie naskórków uczuć i myśli owianych poczuciem wiedzy. Pozostaje kolejna nocna podróż pełna zapylonych diabełków spacerujących po powiekach i przypadkowo zaczętych scen. Prawdopodobnie o czwartej podniosę zmęczone powieki, obojętny wzrok usiądzie na oszronionej szybie i przypomni sobie, zapomni, poleci wstecz i wszerz, znów zapomni, zarysuje zmrożonym palcem jasny dzień, zmienię coś. Ale przy i naj nie przyśnią mi się pełne „znaczeń” najczarniejsze oczy. Za bardzo kocham i szanuję istnienia zbiór pozorów, aby nie chcieć tej nocy skurczu zadającego kłam mej teorii wytrzymałości. Nawet, przynajmniej, ponieważ, jutro znienawidzę tylko siebie. Niczym kiedyś do przedszkola, odprowadza nas muzyka.
skomentuj (28)
Prze. 2010-11-26
Dokarmianie zmysłów, łatwe i przyjemne. Dzień przestaje być tak odległym, nawet najpospolitsze dźwięki - ja te przelatujących nisko wron - zdają się akompaniować ruchom ręki. Krótkotrwale, ale kto dziś bez oburzenia reaguje na określenia odcinków czasu. W pamięci dokarmianie kaczek, whisky z namiastką przyjaźni, urwane wątki w parku zbyt małym dla wyobraźni. Tuż przed północą można łudzić się odkryciem nowej prawdy - pewności spisanej w każdym detalu. Mechaniczni nadzorcy. Prawdopodobnie potrzebni, w chwilach refleksji szanowani. Nigdy więcej świadomie nie usnę. O jeden wzrok za daleko, żałować nie przestaję, wspominam wciąż nie przytrzymane dłonie i pytania bez odpowiedzi. Tak powtarzalnymi zdają się chwile, póki nie przeminą na dobre. Wyobrażenia odrealnionych celowo poranków ślą czułe słówka mojemu poczuciu rzeczywistości. Żaden argument, dodatek niewinny, nie wyjdziemy stąd żywi, troska więc odfrunęła za sąsiedni wieżowiec w niesamowicie efektownym stylu. Bo czasu nie cofnę, nigdy więcej snu.
skomentuj (25)
Dyskretna kara pod bezchmurnym niebem. Dźwięki wybaczają więcej, choć to nadinterpretacja, niestety bezbolesna. Nie ma potrzeby na reakcję powierzchowną, chłodnymi były spojrzenia, pełne przezroczystych ścian i przesłodzonych ciast. Tak prosto zapisać rytuały. Przeminął film Kusturicy, strącony z pewnego gruntu wyolbrzymioną pretensją plastikowej butelki. Kpina z niewinnej nocy, wstręt przed snem, słowne bandaże zwisające z rąk.
skomentuj (75)
Przytłumiony szum wielkich liści na drodze bezmyślnego karmienia zmysłów. Fellini w wannie, psychiatria w szafie jednoczy się z zapomnieniem. W teatrze chęć z bolesną dosadnością wpełzła w żyłę rozpływając się przez kilka następnych lat. Rozstrojone radio w gąszczu wyobrażeń wspomina skradzione pomysły. To tylko zazdrość przebija przez wyblakłe powieki, równowaga uczuć bez cukru i cynizmu z automatu w wyśnionym budynku. Filozof nie milczał, umarł pewnej chłodnej nocy, po której pierwszy raz słońce nie raziło wzroku.
skomentuj (34)
Kłujące przeczucie, masowa produkcja, ożywione wystawy na literę kolejną. Głuchy szum filmów wychowawczych i przeszłością nasyconych - następnym - znów przed wzrokiem rozruszał zastałą czerń nocy. To tylko fobia społeczna w ekstrawaganckich ciuchach.
skomentuj (38)
Siedząc nad jeziorem, wpatrując się w delikatne fale i próbując siłą woli utonąć, miałem okazję przysłuchać się rozmowie wolno przechodzącej przede mną pary. W pierwszym odruchu myśl z nawyku zakpiła z ich słów, ale szybko ucichła. Ujrzałem w całym świetle słonecznego południa te wszystkie lata starań, aby tylko nie stać się nimi. Zdziwiłem się z jaką łatwością umysł skapitulował przed tą myślą, niby tak łatwą do przepędzenia przez czychające zastępy esksterminatorów racjonalnych przebłysków. Nie znalazłem jednego powodu, dla którego nie chciałbym zamienić się miejscami z którymś z ludzi na horyzoncie, „porozmawiać” z nimi o tym... o czym mają w zwyczaju gadać. Ale ileż to razy coś „zrozumiałem”, coś „ujrzałem”. Już mi puścił oko Burgess, pewnie do bladego świtu zgwałcę się nim z obrzydliwą, choć krótką satysfakcją, rano zaś ocknę się znad kartek bez śladu dzisiejszych przemyśleń. Bo może nie wystarczy „zrozumieć”, to byłoby za proste. Boli mnie od tego łażenia bez celu kolano. Przecież i tak od ludzkiego wolę towarzystwo kotów. Chcę w to wierzyć, na tej żartej przez rdzę krawędzi.
skomentuj (178)